Namioty, szaliki, motyle i antybiotyki

Od trzech dni za oknem plucha a my od trzech dni na dobre uziemnione przez infekcje bakteryjna Belli.  I tak wczoraj zamiast do kosciolka pedzilismy cala trojka do lekarza po antybiotyki. Zdalam sobie sprawe, ze to druga choroba Belli odkad przestalam karmic piersia. Szkoda, ze nie ma drogi odwrotu 😀  A skoro nie ma mowy o przedszkolu i parku, to moja wyobraznia musi dzialac na wzmozonych obrotach by zapelnic dzien Anabel i odwrocic jej uwage od bolesnego kaszlu i nieustannie cieknacego, czerwonego noska. Moj maly Rudolfik. Hitem sezonu okazuje sie namiot z krzesel i koca. Pocieszamy sie takze owsianymi ciasteczkami(zainspirowanymi rozmowa z wujkiem Tomkiem), ktore mi wprawdzie nie przypadly do gustu ale ktore Anabel o dziwo chrupie z niemalym smakiem.

Moje dziergane dzielo ukonczone! Ci co sie troszke znaja usmiechna sie tylko wyrozumiale na moja ekscytacje totalnego amatora tak latwiutkim szaliczkiem ale jestem naprawde dumna i juz planuje czapeczke do pary.

Z moich Halloweenowych planow nic nie wyszlo bo spoznilam sie z kupnem dyni i tyle bylo z dyniowej zupy 😦 Na pocieszenie jednak mam  absolutnie piekna pierwsza halloweenowa laurke od mojego dziecka, ktora wprawdzie wykonala przy pomocy pan z przedszkola, ale jednak naklejki przyklejala sama, jak mnie zapewniano.

Moj maz jak zwykle rozbraja mnie pomyslami. Zachecam go nawet goraco do zalozenia bloga, gdzie moglby sie wszystkimi swoimi mniej lub bardziej zwariowanymi pomyslami dzielic z reszta swiata. Mnie niejednokrotnie rozsmieszaja do lez, zwlaszcza, ze zwykle sa jak najbardziej serio i wystarczyloby moje jedno slowko badz nawet skinienie, by rzucil wszystko i bral sie za ich realizacje. Ja natomiast sprowadzam go najczesciej z chmur na ziemie. Ot, niewdzieczna rola odpowiedzialnej zony. Najnowszym pomyslem Misiego na biznes bylo sprowadzanie i sprzedaz wody arktycznej. Ku mojemu zdziwieniu okazalo sie, ze juz ktos nawet na to wpadl. Moim faworytem pozostaje jednak party bus, ktory mialby byc nieustajaca dyskoteka z muzyka, barkiem i kolorowymi swiatlami w srodku a ktory przy okazji zawozilby ludzi do pracy, domu czy w jakiekolwiek inne miejsca. Co nas laczy z Misim to fakt, ze do tej pory nie odkrylismy kim chcielibysmy zostac gdy dorosniemy, bo swiat jest po prostu zbyt ciekawy by sie oddac jednej profesji na CALE ZYCIE.  To absolutnie niesprawiedliwe, ze musimy wybierac.

Pozostaje nam wiec wirowac w naszym swiecie imaginacji i miec tylko nadzieje, ze nasze dzieci nie odziedzicza tej naszej tendencji 🙂

A oto Anabel w kostiumie fioletowego motylka zakupionym na jej pierwsze halloweenowe party. Z miny mozna wyczytac jak bardzo pomysl przypadl jej do gustu. Na szczescie, gdy zobaczyla czarownice, wrozki i inne stwory w przedszkolu, wszystko bylo ok i pozostala motylem do konca dnia.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s