“Nasza kraina”

Mam przeogromny zastoj blogowy, jednak ogarnelo mnie takie ogolne zimowo-pierwszotrymestralne “nicniechcenie” i “nicnierobienie”. Nie chce mi sie pisac, nie chce gotowac, czytac, sprzatac, bawic, rozpakowywac, wlasciwie to nawet wstawac mi sie nie chce. Moze to zimno tak mnie paralizuje, a moze ciagle nudnosci i zmeczenie, jakkolwiek mam nadzieje, ze wraz z trzecim miesiacem i zima ten denerwujacy stan dobiega konca.
Jestesmy od 10 dni w Polsce, co bardzo podnosi mnie na duchu. Moja rodzina i przyjaciele, dom rodzinny, wspomnienia- to wszystko tu spotykam i czuje sie z tym bardzo dobrze. Moze ciaza nasila we mnie nute sentymentalna.
Przegladalam na strychu wszystkie ciuszki Anabel i myslalam, jak praktycznie byloby miec kolejna dziewczynke- przez pierwszy rok nie musielibysmy kupowac zadnych ciuszkow:-) Znowu moglabym stroic kochane malenstwo w te piekne sukieneczki i bluzeczki w motylki i kwiatki. Jednak fajnie byloby tez miec chlopczyka do pary i dla rownowagi zapelnic kolejne pudelko na zabawki samochodami, traktorami i wszelkimi innymi pojazdami 🙂
Poniewaz do Polski przyjechalismy samochodem a Anabel okazala sie duzo grzeczniejsza niz oczekiwalismy,mielismy z Misim mnostwo czasu by klocic sie o imiona dla naszego kolejnego malenstwa. Wyglada na to,ze bedzie to baaardzo trudna decyzja 😉

Anabel czuje sie w Polsce jak ryba w wodzie, otoczona ludzmi, pieskami i kotkami. Caly czas jest w ruchu, ciagle cos mowi, tanczy lub spiewa. Dziadka doprowadza do szalu ciaglym wylaczaniem telewizora i kradnieciem pilotow a babcie do rozpaczy przelaczaniem temperatur w piekarniku podczas pieczenia 🙂 Polska zdaje sie wplywac pozytywnie na jej apetyt, gdyz pochlania niemal wszystko i w niewyobrazalnych ilosciach. Az szkoda mi ja stad zabierac.

Pomimo planow, zdecydowalismy sie nie wracac na Wegry przez Wieden. W drodze do Polski zorientowalismy sie bowiem, ze nie spakowalismy paszportu malej, co kosztowalo nas wiele nerwow przez cala podroz. Boje sie nawet pomyslec, ile moglibysmy miec klopotow gdyby gdzies po drodze zatrzymala nas policja. Na szczescie dojechalismy bez wiekszych przygod , lecz postanowilismy nie testowac naszego szczescia. No coz, miasto wielkich kompozytorow musi zostac dla nas nadal jeszcze nie odkryte.

 

P.S.Wyjasnie tylko tytul dzisiejszego wpisu. Otoz podczas jednego z moich lotow do Polski, siedzialam obok czteroletniej zdaje sie dziewczynki o imieniu Paulinka, ktora przez cala droge mnie zagadywala opowiadajac o swoich zwierzatkach i wycieczkach, az w pewnym momencie wyjrzala przez okno samolotu i powiedziala: “Patrz ciociu (wtedy juz awansowalam na ciocie:-D ), to nasza kraina”. Czyz to nie slodkie w ustach czterolatki?

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s