Beautiful moments

I love mornings, when I happen to wake up before others and I can be with myself. Those are very precious moments because they hardly ever happen because I’m always either at work with lots of people and all the noise, or at home where two little voices always have something to say and husband wants to share something with me or simply complain about work. And I love silence and solitude, in healthy doses of course 😉 So when morning like this actually happen, I quietly make coffee because without that first coffee I’m not able to do anything, and I sat on an armchair with book in my hands, cosily covered with blanket. I read a bit or just do what I like doing most- thinking , and it’s so beautiful until I hear little energetic steps in a hallway. Anabel runs to me to sit with me on the armchair and tell me about her dreams, where there are “flower house” and “lis” and “Dinosaur teeth” and “krowa with spots” and even “friendly smok”. I laugh out loud, not at her dreams but at her double lingual links and she just gives me big hugs.

Uwielbiam poranki, gdy uda mi sie wstac przed wszystkimi i pobyc sama z soba. To bardzo cenne chwile bo prawie sie nie zdarzaja, bo albo praca, gdzie mnostwo ludzi, harmider, albo dom, gdzie dwa male glosiki zawsze maja cos do powiedzenia a i maz chce sie czyms podzielic lub wyzalic. A ja tak kocham cisze i samotnosc, w zdrowych dawkach oczywiscie 😉 Gdy wiec taki ranek jak dzis sie jednak zdarzy, cichutko nastawiam czajnik na kawe, bo bez tej pierwszej kawy to nic nie jestem w stanie zdzialac, i siadam na fotelu z ksiazka, owinieta kocem. Czytam troche lub oddaje sie ulubionemu rozmyslaniu i jest tak pieknie do czasu, gdy na korytarzu uslysze energiczny tupot malych stopek i Anabel przybiega do mnie by tez usiasc pod kocem i opowiadac o snach, w ktorych: “flower house” i “lis” i “dinosaur teeth” i “krowa with spots” i nawet “friendly smok”. A ja smieje sie nie tyle z tych snow co z dwujezykowych polaczen mojego dziecka i dostaje przytulasy milosne.

And then other little monster wakes up and the armchair gets to small for all three of us so we’re going to wake daddy up with juicy kisses. We tickle each other, roll in duvet and argue whose daddy is and I pray silently that we’ll have lots of mornings like that. I have a week off now and I’ve become so peacefull. I think that it’s a bit shame that I went back to work so soon, it would be nice to be a housewife a bit longer, not to hurry in the morning to creche and then shopping and cleaning, hurry to collect a child from the creche and cook lucnch and then eat or not lunch because I need to hurry to work . But it’s always somehow this way that we think what we don’t have better then reality so I better be careful what I wish for 🙂

A potem budzi sie druga ropuszka i fotel robi sie za ciasny dla naszej trojki wiec idziemy budzic soczystymi calusami tatusia, gilgoczemy sie, turlamy w poscieli i klocimy o to, czyj jest tatus a ja cicho modle sie by jak najwiecej takich porankow bylo nam dane. Mam tydzien urlopu i takie wyciszenie na mnie splynelo. Mysle sobie, ze troche szkoda, ze tak szybko wrocilam do pracy, fajnie jednak bylo byc zona domowa, nigdzie sie nie spieszyc bo rano na szybkiego do przedszkola a potem zakupy i sprzatanie, odbieranie dziecka z przedszkola, gotowanie i albo sie uda zjesc ten obiad albo nie bo juz juz trzeba pedzic do pracy. Ale chyba zawsze tak jakos jest, ze to, czego nie mamy wydaje nam sie fajniejsze wiec lepiej ostroznie z zyczeniami 🙂 .

And maybe it’s a fact that we booked our holidays already that has such a positive influence on my self-being. We’re going to spend three weeks in June half’n’half in Draculaland and at Balaton lake. Somehow, Balatonszemes has become my favourite place in the world. It’s not my country and even Misi, who lived there for years, refers to Transylvania as home. Yet, it’s Szemes I miss most and call home. Maybe because we have our flat there, that we created together and made it so very ours. So I dream already how wonderfull it will be to be back there again.

A moze tez nasze urlopowe plany tak na mnie pozytywnie oddzialuja, bo bilety juz zabookowane i cale trzy czerwcowe tygodnie spedzimy pol na pol w slonecznej drakulolandii i nad Balatonem. Tak jakos dziwnie sie poukladalo, ze moim ulubionym miejscem na ziemii jest Balatonszemes. A przeciez to nie moja ojczyzna, ba, nawet Misi, ktore tyle lat tam mieszkal, to Transylwanie nazywa ojczyzna i domem. A ja wlasnie do Szemes tesknie najbardziej i domem nazywam. Moze dlatego, ze mamy tam nasze mieszkanko, ktore stworzylismy razem i jest takie tylko nasze. Marze wiec juz niesmialo o tym, jak pieknie tam bedzie.

Sometimes Misi shows me photos of Transylvania and I find it breathtaking. A place we’re going to, has mountains, lake and forests, which make me so excited because it’s contact with the nature I miss here most.

Misi czasem pokazuje mi zdjecia z Transylwanii i jest po prostu niesamowicie piekna. Miejsce, do ktorego jedziemy, ma gory i lasy i jezioro, co mnie wprawia w ekscytacje bo wlasnie za natura tesknie tu najbardziej.

draculacastle

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s