Nearly spring

Even though spring is trying to come, winter is still sitting comfortably on her throne. How do we deal with march cold? With optimism 😉 …

Choc wiosenka probuje sie przebic, zima uparcie jeszcze nie chce zejsc z tronu. Jak radzimy sobie z marcowym garncem? Optymizmem 😉 …

rosie

and calories.

i kaloriami.

food

Staying at home can be fun with a bit of motivation

Siedzenie w domu tez bywa fajne przy odrobinie motywacji

snake

And there’s always something you can improve in your style 🙂

A i nad stylem warto popracowac 🙂

tattoo

bella

Dreaming already of swimming in a lake, we went to a swimming pool instead. Rosie was crying for first 15min but then loved it. Anabel though, feels like a fish (or a marmaid better yet ) in water. Even though it was prohibited to use mobiles and tak photos inside the building, girls looked sooo sweet with swimming caps, i broke both rules 😉 .

Marzac juz o kapielach w jeziorze, zrobilismy sobie wycieczke na basen. Rosie plakala przez pierwsze 15min ale potem sie rozkrecila i pluskala wesolo. Anabel za to czuje sie w wodzie jak ryba, czy raczej syrena (ktore uwielbiamy) powinnam powiedziec. Chociaz na basenie obowiazywal zakaz uzywania telefonow i robienia zdjec, dziewczynki wygladaly tak slodko w czepkach, ze zlamalam obie zasady 😉 .

swim

Even though I finished it few weeks ago, there was no good occasion to show it off. At first it was supposed to be double folded scarf that are so popular right now, but because wool I chose was very thick, I made a single scarf with buttons.

Choc szal skonczylam juz kilka tygodni temu, ciagle jakos nie bylo okazji by sie pochwalic. Poczatkowo mial to byc dwukrotnie przekladany szal jakich teraz pelno w sklepach, ale poniewaz wloczka jest naprawde gruba, skonczylo sie na takim pojedynczym z guzikami.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

I think it’s safe now to brag about results of my diet. It wasn’t easy but  losing 6,5kg in two months (1stone) was worth it. I do recommend Dukan diet to everyone. I advise to do some research and reading first, not to harm yourself. I’m using “Dr Dukan’s metod” by Pierre Dukan and “I can’t loose weight” by Pierre Dukan and Jaroslaw Urbaniak. I follow all the rules, though it happens to me to slip up (especially when white chocolate is around 🙂 ) but the most important is to be forgivin to yourself and don’t loose motivation.

Mysle, ze bezpiecznie jest juz sie pochwalic skutkami diety. Nie bylo latwo, ale 6.5kg w dwa miesiace byly tego warte. Polecam bardzo diete Dukana. Radze jednak duzo najpierw poczytac, by sobie nie zaszkodzic. Ja korzystam z “Metody Dr Dukana” Pierre’a Dukana oraz “Nie potrafie schudnac” Pierre’a Dukana i Jaroslawa Urbaniaka. Trzymam sie podanych zasad, choc zdarzaja mi sie male potyczki (w postaci kawalkow bialej czekolady zwlaszcza 🙂 ) ale najwazniejsze to byc dla siebie wyrozumialym i sie nie zniechecac.

IMG_20130304_133341

January in snapshots

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Can you believe January is at the end already. I think 2013 has even faster pace then 2012 had for me. So far new year hasn’t been greatest for us. Rosie finished her antibiotics a week ago and Anabel is finishing hers today. We had to go to the doctor again yesterday because Rosie isn’t well again. It turned out to be “just” a flu so no more antibiotics, luckily. We’re staying at home then and sickness doesn’t keep us in greatest of moods.

Wierzycie, ze styczen dobiega juz konca. Mysle, ze 2013 rok ma dla nas jeszcze szybsze tempo niz poprzedni. Jak dotad nowy rok nie byl dla nas najciekawszy. Rosie skonczyla antybiotyk tydzien temu a Anabel konczy swoj dzis. Wczoraj jednak znow musielismy odwiedzic lekarza, poniewaz Rosie ponownie jest chora. Okazalo sie, ze to “tylko” grypa wiec obeszlo sie bez antybiotykow, na szczescie. Utknelismy wiec na dobre w domu a humory raczej nam nie dopisuja w chorobie.

Anabel is great at creating new games and recently she’s been playing a lot with her shadow,

Anabel na szczescie jest swietna w wymyslaniu zabaw i ostatnio bawi sie ze swoim cieniem,

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

while Rosie has been doing what she does best 😉

podczas gdy Rosie robi to, w czym jest najlepsza 😉

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

We’re travelling to sunnier places via art

Przenosimy sie w sloneczne miejsca, dzieki sztuce

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

and organizing house parties for princesses only

i organizujemy imprezy tylko dla ksiezniczek

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Whenever I manage to escape reading fairy tales, I knit and this is my newest project that, hopefully, will keep Rosie warm and healthy for the rest of this winter.

Kiedy tylko udaje mi sie uciec od czytania bajek, robie na drutach, a to moj najnowszy projekt, ktory, mam nadzieje, ochroni Rosie przed chorobami przez reszte tej zimy.

hat

I need to make another set for Anabel because she’s a bit jealous. She loved the hat so much, she even fell asleep with it.

Musze zrobic czapke takze dla Anabel poniewaz jest troszke zazdrosna. Ta podobala jej sie tak bardzo, ze nawet w niej zazsnela.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

In forthcoming days I’m planning to learn needle-craft to decorate hats with some pretty flowers. I’m laughing with Misi, that hardly I became mom, I’m turning into grandma already 😉

W najblizszych dniach zamierzam nauczyc sie szydelkowania by przyozdobic te robotki kwiatkami. Smiejemy sie z Misim, ze ledwo zostalam mama, zamieniam sie juz w babcie 😉

I hope winter has been much more mercifull for you. Have a good day!

Mam nadzieje, ze zima jest dla was laskawsza. Milego dnia!

Grudniową porą

Male uaktualnienie co do moich zimowych projektow. Otoz nauka samodzielnego zasypiania zaplanowana na grudzien idzie nam narazie srednio. A wlasciwie wcale nam nie idzie. Przyznam sie bez bicia, ze glownie z mojej winy. Otoz mamy juz polowe grudnia a Anabel jak zasypiala z mamusia tak nadal zasypia. Prawda jest taka, ze cieple ze mnie kluchy i tyle. Klade wprawdzie mala do lozeczka na drzemke gdy jest naprawde spiaca, chwile glaszcze po glowce i spiewam az w koncu wychodze z pokoju. No i wtedy zaczyna sie koncert. Czytalam, ze dzieci potrafia plakac przez dwie godziny zanim zasna ale z kazdym kolejnym dniem jest lepiej az w koncu zasypiaja bez placzu, bo rozumieja, ze taka jest kolej rzeczy i placz tu nic nie pomoze. Prawda? Zapewne, ale przebrnij przez te dni czy tygodnie placzu. Wg ksiazek nalezy przyjsc po 10min, uspokoic dziecko, polozyc i znow wyjsc i tak jeszcze raz , a potem  juz nie wchodzic do pokoju az nie zasnie. Ale gdy przychodze po tych 10min i patrze na te zaplakane oczeta i raczki sciskajace poduche i misia, to robi mi sie tak niepohamowanie szkoda malenstwa, ze po prostu nie moge sie zmusic by znow zostawic ja sama, wiec przytulam ja az zasnie. Wiem, wiem, sama sobie jestem winna. Ach, moze w styczniu pojdzie nam lepiej ;-P

A co do mojego drucianego hobby, to wcale na szaliku sie nie skonczylo. Nie no, az tak slomiany zapal to to nie byl 🙂 Zrobilam malenstwu jeszcze czapeczke w tym samym kolorze, a pozniej skonczyla mi sie wloczka. Mialam ambitny plan nauczenia sie robienia roznych wzorkow i swetra tylko z internetu lub ksiazek ale za nic nie moglam zrozumiec tych wszystkich skrotow i znakow.

Jestem w polowie “Jedz, modl sie i kochaj”. To dosc zabawne jak w ostatnich dniach czytam. Przy Belli oczywiscie nie ma mowy o otwartym  czytaniu, poniewaz na sam widok e-booka, rzuca wszystko by tylko moc poprzyciskac klawisze na nim, co ku mojej frustracji NIGDY jej sie nie nudzi. Wiec by przerobic choc kilka stronic dziennie, ukrywam reader w gazecie, pod ciuchami, czy za przyprawami. Jesli zas chodzi o sama ksiazke, to etap Indii nudzi mnie smiertelnie. To cale wnikanie, analizowanie, szukanie samej siebie. A juz boska energia wspinajaca sie po kregoslupie??!! Ale moze powinnam byc bardziej tolerancyjna.

Pochwale sie jeszcze tylko moim najnowszym wypiekiem. Prosze Panstwa oto moja pierwsza chatka z piernika:

Namioty, szaliki, motyle i antybiotyki

Od trzech dni za oknem plucha a my od trzech dni na dobre uziemnione przez infekcje bakteryjna Belli.  I tak wczoraj zamiast do kosciolka pedzilismy cala trojka do lekarza po antybiotyki. Zdalam sobie sprawe, ze to druga choroba Belli odkad przestalam karmic piersia. Szkoda, ze nie ma drogi odwrotu 😀  A skoro nie ma mowy o przedszkolu i parku, to moja wyobraznia musi dzialac na wzmozonych obrotach by zapelnic dzien Anabel i odwrocic jej uwage od bolesnego kaszlu i nieustannie cieknacego, czerwonego noska. Moj maly Rudolfik. Hitem sezonu okazuje sie namiot z krzesel i koca. Pocieszamy sie takze owsianymi ciasteczkami(zainspirowanymi rozmowa z wujkiem Tomkiem), ktore mi wprawdzie nie przypadly do gustu ale ktore Anabel o dziwo chrupie z niemalym smakiem.

Moje dziergane dzielo ukonczone! Ci co sie troszke znaja usmiechna sie tylko wyrozumiale na moja ekscytacje totalnego amatora tak latwiutkim szaliczkiem ale jestem naprawde dumna i juz planuje czapeczke do pary.

Z moich Halloweenowych planow nic nie wyszlo bo spoznilam sie z kupnem dyni i tyle bylo z dyniowej zupy 😦 Na pocieszenie jednak mam  absolutnie piekna pierwsza halloweenowa laurke od mojego dziecka, ktora wprawdzie wykonala przy pomocy pan z przedszkola, ale jednak naklejki przyklejala sama, jak mnie zapewniano.

Moj maz jak zwykle rozbraja mnie pomyslami. Zachecam go nawet goraco do zalozenia bloga, gdzie moglby sie wszystkimi swoimi mniej lub bardziej zwariowanymi pomyslami dzielic z reszta swiata. Mnie niejednokrotnie rozsmieszaja do lez, zwlaszcza, ze zwykle sa jak najbardziej serio i wystarczyloby moje jedno slowko badz nawet skinienie, by rzucil wszystko i bral sie za ich realizacje. Ja natomiast sprowadzam go najczesciej z chmur na ziemie. Ot, niewdzieczna rola odpowiedzialnej zony. Najnowszym pomyslem Misiego na biznes bylo sprowadzanie i sprzedaz wody arktycznej. Ku mojemu zdziwieniu okazalo sie, ze juz ktos nawet na to wpadl. Moim faworytem pozostaje jednak party bus, ktory mialby byc nieustajaca dyskoteka z muzyka, barkiem i kolorowymi swiatlami w srodku a ktory przy okazji zawozilby ludzi do pracy, domu czy w jakiekolwiek inne miejsca. Co nas laczy z Misim to fakt, ze do tej pory nie odkrylismy kim chcielibysmy zostac gdy dorosniemy, bo swiat jest po prostu zbyt ciekawy by sie oddac jednej profesji na CALE ZYCIE.  To absolutnie niesprawiedliwe, ze musimy wybierac.

Pozostaje nam wiec wirowac w naszym swiecie imaginacji i miec tylko nadzieje, ze nasze dzieci nie odziedzicza tej naszej tendencji 🙂

A oto Anabel w kostiumie fioletowego motylka zakupionym na jej pierwsze halloweenowe party. Z miny mozna wyczytac jak bardzo pomysl przypadl jej do gustu. Na szczescie, gdy zobaczyla czarownice, wrozki i inne stwory w przedszkolu, wszystko bylo ok i pozostala motylem do konca dnia.

10 rzeczy, ktore lubie

Przegladajac blogi, natrafilam na listy ulubionych rzeczy zalaczone przez wiele blogowiczek i zaczelam sie zastanawiac nad wlasna. Przyznam, ze wcale nie bylo to dla mnie takie oczywiste, bo jak tu wybrac tylko 10 absolutnie najulubienszych rzeczy. Ale miala to byc dziesiatka, ktora przyjdzie mi do glowy jako pierwsza wiec oto i ona:

Lubie:

1. Spacery po ogrodzie we wczesnojesienne popoludnia (wsluchiwanie sie w szelest drzew oraz zbieranie najdziwniejszych kasztanow i lisci)

2. Stare ksiazki- ich charakterystyczny zapach, poszarzale stronice i otaczajaca je aure tajemniczosci

3. Podroze (nowe miejsca nastrajaja mnie pozytywnie, poszerzaja wyobraznie i przywracaja wiare w to, ze nie ma rzeczy niemozliwych)

4. Herbate -najlepiej smakuje z porcelanowego czajniczka po babci

5. Probowanie, odkrywanie, uczenie sie nowych rzeczy

6. Widok starszych ludzi trzymajacych sie za rece (oklepane? moze, ale na mnie to dziala)

7. Samotne chwile z dlugopisem w rece, gdy w przyplywie natchnienia powstaje nowy wiersz

8.  Rodzinne spiewanie koled przy swiatecznej choince

9. Usmiech meza na moj widok

10. Otrzymywanie listow (nie maili, sms-ow ale tradycyjnych, odrecznie napisanych listow)

Dzis nasz pierwszy z czterech 100% girl days, poniewaz rano pozegnalysmy Misiego, ktory polecial do Wegier zalatwiac papierkowe sprawy i zostawil swoje dziewczyny zupelnie same. Szczerze to troszke mnie to przeraza (jak to sie czlowiek szybko do mezczyzny przyzwyczaja 🙂 ), bo boje sie byc sama w domu (zwlaszcza w Limerick) i zawsze gdy Misiego nie ma zamykam drzwi na dwa zamki (on ma klucz tylko do jednego) i lancuch, czym doprowadzam go do szewskiej pasji. W kazdym razie, staram sie skupic na pozytywnych aspektach tej krotkiej separacji i wykorzystac maksymalnie czas do srody. Buszowalam w internecie szukajac inspiracji na zabawy dla maluchow i natrafilam na te genialna moim zdaniem stronke fisher-price. Nielatwo jest znalezc ciekawe zabawy dla dzieci ponizej 2 roku zycia a te autorstwa Penny Warner sa nie tylko fajna zabawa ale takze pomagaja sie naszym pociechom rozwijac. Misi przyniosl mi dwa wielkie pudla z pracy wiec moj plan na dzis: raczkowanie przez tunel z przeszkodami.

Moze uda mi sie nawet przysiasc do moich nowiusienkich drutow i zrobic (na poczatek nic ambitnego) szalik dla Anabel. Drutow nie mialam w rekach od kilkunastu lat a ilekroc biore je do reki staje mi przed oczami moja babcia uczaca mnie nawlekania oczek.  Zapowiada sie melancholijna, jesienna podroz w czasie 😉

Na koniec zalaczam przepis na bananowo-orzechowe muffinki, ktore upieklysmy z Bella na droge dla tatusia:

250g maki

2lyzcz proszku do pieczenia

100g brazowego cukru

garsc orzechow, posiekana nie zbyt drobno

100ml oleju slonecznikowego (lub pol na pol z olejem kokosowym)

4 dojrzale banany, rozgniecione

2 jaja, lekko ubite

2 lyz mleka

Nagrzac piekarnik do 180°C. W misce wymieszac przesiana make, proszek do pieczenia, cukier i orzechy, dodac olej, banany, jaja i mleko. Szybko zamieszac metalowa lyzka. Nie szkodzi jesli mieszanina nie jest zbyt jednolita- zbyt dlugie mieszanie sprawia, ze mafinki robia sie twarde.

Przelac miksture do foremek. Posypac jeszcze odrobina orzechow i piec przez ok 20min. Pozostawic do ostygniecia.

Latwe i pyszne, nawet Bella sie zajadala 😉

Jesienna euforia

This slideshow requires JavaScript.

Od kilku dni tryskam energią bo oto nastała moja absolutnie najulubiensza pora roku- JESIEN! Tu w Irlandii nie jest ona wprawdzie tak bardzo zauwazalna, poniewaz szaro, ciemno i deszczowo jest tu praktycznie przez cały rok 🙂 Niemniej jesien smakuje zupełnie inaczej. Jest kolorowa, tajemnicza, taka jakby magiczna a powietrze przesycone jest oczekiwaniem na cos niezwykłego, niezapowiedzianego. Nawet pluchy zachęcają do spacerow ( oczywiscie w zbroi z kaloszy, płaszcza przeciwdeszczowego i czapki).
I tak nie moglismy przepuscic okazji by wybrac sie na wyprawę do parku po jesienne liscie, ktore teraz wypełniaja kosz na stole i poprawiają mi humor ilekroc na nie spojrze. Misi i Anabel zdają sie jednak zupełnie nie podzielac mojego entuzjazmu. Złapali jakiegos okropnego wirusa i nic tylko kaszlą, kichają i siakają nosy. Malenstwo szczegolnie sie męczy, w nocy nie moze spac i czasem siedzimy do piątej nad ranem oglądając bajki i wdychając sosnowo-cynamonowo-mentolowe olejki, ktore mają odblokowac nosek, az zasypiamy z wycienczenia wtulone w siebie.

Och, zupełnie nie wspominałam, ze moja zabka zaczęła chodzic do przedszkola. Własciwie to takie połączenie złobka z przedszkolem. Wszystko wydarzyło sie zupełnie niespodziewanie, poniewaz po powrocie z Polski, gdzie małą otaczało mnostwo ludzi i zwierzatek, Bella wydawala sie dosc znudzona, pomimo wszelkich wysiłkow mamusi. Pomyslelismy więc z Misim, ze dobrze byłoby zostawiac ją w creche
(złobko-przedszkolu) tak tylko na 2-3 godzinki dwa razy w tygodniu, by miała kontak z dziecmi i troszkę nabrała dystansu do mamusi, bo narazie o to cięzko. A poniewaz Poppins widzimy z okna i cieszy sie dobra sławą, więec poszlismy całą rodzinką obejrzec miejsce i uzyskac informacje. Okazało sie, ze minimum to 12h tygodniowo, więc wymienilismy spojrzenia i się zdecydowalismy. Tak po prostu, na miejscu.
Pierwszego dnia malenstwo zostało w pokoju tylko na godzinę a ja byłam cały czas za drzwiami. Wyglądało na to, ze dla mnie to było duzo trudniejsze niz dla niej. Caly czas dwa ciche głosiki dzwięczały w mojej glowie. Jeden namawiał, by zabrac dziecko i isc do domu, bo przeciez ona jest jeszcze taka malutka, a drugi twierdził, ze przeciez dzieci, ktore mają kontakt z innymi dziecmi szybciej się rozwijają i to jest dla niej najlepsze. Przez dłuzszy czas drugi glos wygrywał, lecz gdy usłyszałam zza drzwi płacz Belli, potrzeba było stanowczego głosu dyrektora bym przestała myslec o tym,ze to tęsknota za mamusią wyciska łzy z oczu mojego dziecka i nie porwała jej stamtąd. Jak sie okazało, pewien chłopczyk podbiegł do Anabel by ją przytulic, a poniewaz się za bardzo rozpędził, oboje w tym uscisku upadli na mate, więc o zadnej tesknocie za mamusią nie było tu mowy. Po prostu przytłoczył ją nawał czułosci i tyle 😉


W przedszkolu nie byłysmy jednak od tygodnia z powodu przeziębienia, więc proces przyzwyczajania się trzeba będzie zacząc od nowa. I choc niełatwo mi rozstawac sie z Anabel i zawsze przychodzę po nią conajmniej 20min przed czasem, to jednak jakas czesc mnie cieszy się na te 2-3h samotnosci i planuje juz całą liste zajęc na owe godziny 😉
Stałam się juz totalną blogową maniaczką i w wolnych chwilach szukam inspiracji u innych blogerek na spozytkowanie tej jesiennej energii. I tak nie mogę się juz doczekac Halloween, bo choc nie widzę wielkiego sensu w tym swięcie to jednak jest okazją na przystrojenie mieszkania w duchowe lampiony, wycięcie twarzy w dyni i ugotowanie mojej pierwszej dyniowej zupy. Postanowilam takze sprezentowac sobie pierwsze druty i przypomniec sobie zdolnosci przyswojone niegdys od mojej babci. Jesli moj zapał nie minie, to prezenty bozonarodzeniowe będą w tym roku całkowicie wełniane 🙂