8 days

SAMSUNG DIGITAL CAMERA SAMSUNG DIGITAL CAMERA

We have 8 days left till my due date. But every day now I wake up hoping today is the day and every day I fall asleep disappointed. Our bedroom filled up with baby items and shelves of a  wardrobe got bluer than ever. My mood swings are worse than ever and my brother laughs that I’m like a ticking time bomb nowadays.

Anabel seems really excited about the baby. She came to me last time when I was having a bath and was watching my belly. She saw the baby kicking really strongly and laughed amazed. She keeps touching and talking to my belly, she’ll be a great big sister. Rosie, however, doesn’t seem to share that excitement. During her last encounter with a six months old boy, she looked at him with disdain and suspicion, crossed her arms and said: “I don’t like baby boys. They’re yucky.” It sure will be interesting around here very soon 😉 .

Due to mommy’s very limited mobility, girls are stuck at home most of the time. I don’t have a head for crafty projects nor power to clean up after them, so girls learned to keep themselves entertained.

Zostalo mi 8 dni do daty porodu. Ale kazdego ranka budze sie z nadzieja, ze to dzis i kazdego wieczora zasypiam zawiedziona. Nasza sypialnia zapelnila sie meblami i przyrzadami dla dziecka a polki szaf sa bardziej niebieskie niz kiedykolwiek. Moje wahania nastrojow sa takze bardziej intesywne niz wczesniej i moj brat smieje sie, ze jestem ostatnio jak tykajaca bomba zegarowa.

Anabel zdaje sie bardzo podekscytowana bobasem. Przyszla do mnie ostatnio do lazienki gdy bralam kapiel i zobaczyla jak bobas mocno kopie moj brzuszek i smiala sie zafascynowana. Stale dotyka mojego brzuszka i mowi do niego, bedzie wspaniala starsza siostra. Rosie z drugiej strony, nie dzieli ekscytacji siostry. Podczas jej ostatniego spotkania z szesciomiesiecznym chlopcem, patrzyla na niego podejrzliwie i z pogarda, skrzyzowala rece na piersi i oznjamila: “Nie lubie maly chlopcow. Sa obrzydliwi.” Oj bedzie u nas wkrotce bardzo interesujaco 😉 .

Z powodu ograniczonej mobilnosci mamy, dziewczyny przez wiekszosc czasu sa uwiezione w domu. Nie mam glowy do craftowych projektow ani sily by po nich sprzatac wiec dziewczyny nauczyly sie same sobie organizowac czas. 

 

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

We’re all about personal style right now and I don’t have a heart to explain to her that sometimes less is more 😀

Odnajdywanie personalnego stylu jest u nas teraz goracym tematem i nie mam serca wyjasniac Anabel, ze czasem mniej znaczy wiecej 😀

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Rosie’s appetite goes along with daddy’s culinary passion and she is his first critic 😉 .

Rosie apetyt idzie w parze z kulinarna pasja tatusia i jest ona jego pierwszym krytykiem 😉 .

SAMSUNG DIGITAL CAMERA SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Blue

January is coming to an end and it’s been so quiet on the blog this year. It’s very good I haven’t made any New Year’s resolutions, though I am generally pro, even if motivation lasts only few weeks. It’s always good to think of what we want to change or achieve and go for it. But since pretty soon we’re expecting another little person in our family, I have only one resolution – Not to get crazy! Well, and loose weight, of course 😀 . 

Our little bean turns out to be a boy. Misi is trying hard but you can tell he’s very happy about it while in me there’s a mixture of happiness and fear. After all, a boy will be a totally new experience. Some friends say it’s wonderful, others scare me saying that hopefully I won’t get one like theirs. And I don’t think it is a matter of “getting” but rather of the way you raise them. After all, our girls represent different characters and tempers, they go through some difficult periods and get rebellious, but there hasn’t been anything we couldn’t handle 😉 . 

Girls are very not pleased about having a brother because they both hoped for another sister. After a scan, Anabel asked “But why?” and Rosie directly said that she “doesn’t want a brother. She doesn’t like boys. Boys are smelly” 😀 . I tried to explain that not all of them 😀 but she didn’t seem convinced. We’re laughing that all those dirty nappies will only strengthen her believes.

Styczen dobiega konca a na blogu tak cicho w tym roku. Jak to dobrze, ze nie robilam postanowien noworocznych choc generalnie jestem za nimi, nawet jesli motywacji starcza tylko na kilka tygodni. Dobrze jest sie zastanowic co chcemy zmienic czy ulepszyc w zyciu i probowac do tego dazyc. Skoro jednak juz calkiem za chwile spodziewamy sie trzeciej kruszyny, na ten rok mam tylko jedno postanowienie- Nie dac sie zwariowac! No i schudnac tez, oczywiscie 😀 .

Fasolka okazuje sie chlopczykiem. Misi trzyma sie jak moze ale widac, ze sie bardzo z tego faktu cieszy. We mnie miesza sie szczescie z przerazeniem bo to jednak zupelnie nowe doswiadczenie. Niektore kolezanki zachwalaja, inne strasza by sie tylko taki jak im nie trafil. A ja mysle, ze to wcale nie od trafu a od wychowania glownie zalezy. Bo nasze dziewczynki w koncu tez bardzo rozne charaktery i temperamenty maja, przechodza okresy i bunty ale nic nie do okielznania 😉 .

Dziewczynki sa bardzo niezadowolone z brata bo obie przeciez prosily o siostrzyczke. Anabel po skanie zapytala “Ale dlaczego?” a Rosie bezposrednio oznajmila, ze “nie chce brata. Nie lubi chlopcow. Chlopcy smierdza”  . Tlumaczylam, ze nie wszyscy 😀 ale nie przekonalo jej to zbytnio. Zreszta smiejemy sie, ze brudne pieluchy tylko utwierdza ja w jej przekonaniach.

Skoro juz nie pracuje, wprowadzilam “baby project” w zycie i kolekcjonuje wszystko co bedzie nam potrzebne. Niesamowite jak mozna zapomniec po zaledwie trzech latach od ostatniego porodu. Od nowa zagladam na portale dla mam i listy rzeczy potrzebnych do szpitala oraz w pierwszych miesiacach zycia dziecka. Ucze sie od nowa. Napotykam tez wiele cieplych gestow od ludzi naokolo, ktorzy obdarowuja mnie ciuszkami i zabawkami po swoich pociechach, oferuja pomoc i rade. Dostrzegam wiele blogoslawienstw. I nawet moje hormony czasem przy tych wszystkich dobrodziejstwach wymiekaja, choc przez wiekszosc czasu buzuja, oj buzuja.

Aparat juz od dawna w kacie lezy, musze sie z nim przeprosic i z brzuszkiem choc jedna fotke strzelic. A tymczasem uciekam sie przespac ile sie uda bo zwykle za wiele sie nie udaje ostatnio. Misi sie smieje, ze najwyrazniej moj organizm juz sie przyzwyczaja do nieprzespanych nocy.

Two hearts are beating together

Kartki z pamietnika:

From my diary:

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

“The weirdest of days. World, as I knew it, has come to a halt. When I was doing tests, first, second and third, I did not take such possibility in account.I thought I had such experiences ticked, behind me. And here I am, starting over.

Just a week ago Misi admitted that he would want another one and he was trying to talk me into it. “We will be poor but happy” is what he said. I was just laughing at his idea. Because in my plans, dreams, visions I was somewhere else. Our girls grew up a bit, I was supposed to get a profession at last. Besides, I have already given away and sold everything. I;m totally unprepared.

“Najdziwniejszy z dni. Swiat, jaki znalam, zatrzymal sie w miejscu. Gdy robilam testy, najpierw pierwszy, potem drugi, wreszcie trzeci, zupelnie nie bralam pod uwage takiego rezultatu. Myslalam, ze takie doswiadczenia mam juz zaliczone, juz za soba. A tu niespodzianka, zaczynamy od nowa.

Dopiero co tydzien temu Misi mi wyznal, ze chcialby jeszcze jedno i namawial mnie. “Bedziemy biedni ale sczesliwi”- tak mi mowil. Smialam sie z tego wowczas. Bo ja juz w moich planach, marzeniach, wyobrazeniach bylam gdzies indziej. Dzieci nam podrosly, mialam zajac sie w koncu jakas profesja, edukacja. Zreszta, ja juz wszystko rozdalam i wysprzedalam. No zupelnie nieprzygotowana jestem.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

I sent a message to Misi :”OMG”. Just that. He understood. First question: “And what are we going to do now?”. “And what is there to be done? We’ll be poor but happy :-)”. We live in a house now, there’s enough space, we both have jobs, he has just got a raise, we’ll manage. I’m just scared of that lonely fight. Because there’s no mom, grandma, auntie or cuisine around. And all our friends have their own kids, usually small, so it’s not quite the thing to ask them for help with my own. And He works such hours that he’s back when we’re already asleep so we hardly ever see each other. It’s a wonder that we have three kids. And what if I run out of strength and I will have enough and feel like I want to run away? Who will let me to cry it out, to sleep it back, to be alone for a moment? I’m simply scared.

My client told me once that after second child every next doesn’t make a difference any more. I have to stick to that thought 🙂 . Besides, I look at our little pixies and it’s so great that there’s two of them and with such a small age difference, they play together, laugh together. call each other when they discover something or when they fall and get hurt.

I’m telling girls about the baby in my belly. Rosie is just smiling as if with mistrust. Maybe when my belly grows, she will be more willing to believe. Anabel, on the other hand, is saying that she wants the baby in her own belly. I’m explaining to her that when she grows up, falls in love and gets married, then she will have her own baby (and in my mind I hope it will happen in that order). I’m asking if in the meantime she will help me with my baby. She’s starting to numerate how she will hold a baby’s bottle, rock the baby, give him toys, bring me nappies. But after a while she adds: “And when I’m big and have my own baby, will you help me too?”. And she’s looking at me seriously, expectant. I’m saying that when I’m a grandma, I will cook for her, clean, wash and take her baby for a weekend to my house because I know how hard it is to be alone with a little one and with everything else. She’s smiling, satisfied and she is starting to make up names for the baby. “if it’s a girl, I will call her Lucy and if it’s a boy..”. ” If it’s a boy we will call him Michal Piotr as we decided with daddy long time ago and no one has anything to say about that.” My head is filling up already with names for a girl. And again my mom and priest will complain that they’re not polish and sound weird. But I’ll do it my way again and they all will get used to it.

And that’s how enthusiasm and fear fight a battle inside me. Sometimes one win and sometimes other. Emotions, as it is with women, mix up and flare. And He stays so practical. He organized a cot for us already and I haven’t been pregnant even for a month. He asked for a salary rise and he got it. He’s saying something about a bigger car already. And somewhere between all of it, he says he loves me very much and everything will be all right. ”

Misiemu wyslalam smsa: “OMG”. Tylko tyle. Zrozumial. Pierwsze pytanie: “I co my teraz zrobimy?” . “Aco tu jest do robienia. Poczekamy a potem bedziemy biedni ale szczesliwi :-)” . Mieszkamy teraz w domku, miejsca jest pod dostatkiem, mamy prace, On dopiero co podwyzke dostal, damy rade. Tylko tej samotnej walki sie boje. Bo zadnej mamy, babci, cioci ani kuzynki w poblizu. A wszyscy przyjaciele maja swoje dzieci, czesto male, wiec o pomoc nie wypada prosic. A On pracuje takie godziny, ze wraca gdy my juz spimy, tak, ze ledwo sie widzimy. Az dziw, ze my tu trojke dzieci. A co jak juz sil zabraknie i bede miala dosyc i chiala uciec. Kto mi sie da wyplakac, odespac, pobyc samej ze soba? Boje sie zwyczajnie.

Klientka powiedziala mi kiedys, ze po drugim, kazde nastepne nie robi roznicy. Chyba uczepie sie tej mysli 🙂 . Zreszta patrze na moje dwa chochliki i jak juz fajnie, ze sa dwie i roznica wieku mala, tak sie razem bawia, smieja, wolaja sie nawzajem gdy jedna cos odkryje albo gdy nabije guza.

Mowie dziewczynkom o bobasku w moim brzuchu. Rosie tylko usmiecha sie jakby z niedowierzaniem. Moze gdy juz mi brzuszek urosnie, to bedzie bardziej sklonna uwierzyc. Anabel natomiast mowi, ze ona chce w swoim brzuszku bobaska. Tlumacze, ze jak urosnie, zakocha sie i wyjdzie za maz to bedzie miala wlasne dzieciatko ( a w duszy mam nadzieje, ze to sie w takiej kolejnosci odbedzie). A tymczasem pytam czy mi pomoze przy malenstwie. Ona z entuzjazmem mowi, ze bedzie trzymac butelke, kolysac, podawac zabawki, przynosic pieluche. Ale po chwili dodaje: “A jak ja bede duza i bede miec mojego bobasa, to ty mi tez pomozesz?” . I patrzy na mne powaznie, wyczekujaco. Mowie, ze jak ja bede babcia, to jej ugotuje, posprzatam, wypiore i na weekend malucha zabiore, bo wiem jak to ciezko samemu caly czas z malenstwem i ze wszystkim. Usmiecha sie, jakby rozumiala i zaraz bierze sie za wymyslanie imion. “Jak bedzie dziewczynka, to Lucy, a jak chlopczyk..” . “A jak chlopczyk to Michal Piotr” jak juz dawno  z tatusiem ustalilismy i nikt nic nie ma do gadania. Mi juz glowa zapelnia sie pomyslami imion dla dziewczynki. I znowu mama i ksiadz beda mi narzekac, ze nie polskie, ze dziwaczne. A ja znowu zrobie po swojemu i sie jakos wszyscy przyzwyczaja.

I tak entuzjazm i strach walke we mnie tocza. Czasem jedno wygrywa a czasem drugie. Emocje, jak to u kobiety, mieszaja sie i buzuja. A On tymczasem taki praktyczny. Lozeczko juz nam zalatwil a jeszcze misiac w ciazy nie jestem. O podwyzke zaraz poprosil, i dostal. O wiekszym samochodzie wspomina. Miedzy tym wszystkim rzuca jeszcze, ze On bardzo mnie kocha i bedzie dobrze.”

Still waiting

My due date came and went and I spent it at a dinner with friends and laughing out laud with my hubby. Well, I certainly prefer this to a labour bed 😀 though I would love to see at last that little one, who always reminds me about himself at 5 am with a kick in my ribs.

All my days I spend waiting for THAT moment using last bits of energy on playing with Anabel ( I have to give her special attention before the hard time she will have adjusting to a new situation) and in the mean time I browse through websites about baby care. It is amazing how much you can forget in just two years 🙂

Yesterday visit in a hospital gave me hope that I will not need to be induced because my doctor assured me I would not last till next Tuesday. Fingers crossed!!!

Planowany dzien porodu nadszedl i odszedl a ja zamiast na sali porodowej spedzilam go u znajomych na pysznym obiadku i smiejac sie do rozpuku z mezem. No coz, ta opcja stanowczo bardziej mi sie podobala niz wizja lozka polozniczego 😀 choc tak chcialabym juz zobaczyc tego malego uparciuszka, ktory naogol postanawia przypomniec o sobie o 5-tej nad ranem solidnym kopniakiem w zebra.

Dnie spedzam w oczekiwaniu na TE chwile, wykorzystujac resztki energii na zabawe z Anabel (trzeba ja dopiescic przed tym na pewno trudnym takze dla niej czasem) a w miedzyczasie przegladam strony internetowe i fora na temat opieki nad noworodkiem. Niesamowite ile mozna zapomniec w przeciagu zaledwie dwoch lat 🙂

Wczorajsza wizyta w szpitalu dala mi nadzieje, ze jednak nie bede musiala byc indukowana gdyz sympatyczna pani doktor zapewniala, ze nie wytrzymam do nastepnego wtorku. Trzymajcie kciuki!!!

1 month to go

A visit in a hospital last week was rather dissapointing for us because we found out wqe would not have any more scans before birth and we are just dieing to know if our new baby is a boy or a girl. But there is only one month left to my due date. Can you believe it?

Wizyta w szpitalu w ostatnim tygodniu zawiodla nas troszke poniewaz okazalo sie, ze juz nie dowiemy sie czy spodziewac sie dziewczynki czy chlopca. Ale juz tylko miesiac do porodu. Uwierzycie?

Clothes, those neutral ones at least, are washed and ironed, a bag to hospital almost packed, but thoughts of birth are still pushed away somewhere into deep unconciousness 🙂

Ciuszki, narazie te neutralne, juz wyprane i wyprasowane, torba no prawie spakowana, ale mysli o porodzie nadal zepchniete gdzies w podswiadomosc 🙂

It looks like Ireland is going through a baby boom again, because it was almost impossible to make a way through all those pregnant bellies in a waiting area in the hospital, what actually makes me happy because I hope to go home as soon as possible after birth and with such bid for beds, it should not be difficult. I read somewhere that most mothers are affraid of going back home and being left alone with their babies. Well, it is quite opposite with me. I want to go back to Misi, Anabek and our “normal” life as soon as possible.

Wyglada na to, ze Irlandia ponownie przezywa  wielki wysiew dzieci, gdyz w szpitalu niemal nie mozna bylo przedzec sie przez te wszystkie ciazowe brzuszki, co zreszta mnie cieszy, gdyz mam nadzieje wrocic do domu dzien po porodzie a przy takim zapotrzebowaniu na lozka, nie powinni robic mi w tym trudnosci. Czytalam, ze wiekszosc kobiet boi sie momentu powrotu ze szpitala do domu i pozostania sam na sam z malenstwem. U mnie jest wrecz przeciwnie. Mam nadzieje wrocic do Misiego, Anabel i “normalnego” zycia jak najszybciej.

And here is a pick of my 8-month old belly. Because of its roundiness everybody says it is a boy. I also dreamt about a boy, just like in my first pregnancy actually, so my predictions do not mean much. And our first scan suggested that it was a girl so it is really hard to say. I guess we just have to wait to find out.

A tu jeszcze widok na moj osmiomiesieczny brzuszek. Ze wzgledu na jego okraglosc wszyscy przepowiadaja mi chlopca. Mi takze snil sie ostatnio maly chlopczyk, ale dokladnie tak samo bylo przy pierwszej ciazy. Pierwszy skan jednak wskazywal na dziewczynke, wiec doprawdy trudno powiedziec.

Majowe amory :-)

Pogoda sprzyja majowkom i spacerom , wiec wraz z Dori i dzieciakami chodzimy wieczorami nad Balaton porozmawiac o zyciu, Bogu, rodzinie i wiosennych projektach. Uwielbiam te chwile w cieplym wietrzyku, z dzwiekiem fal uderzajacych o brzeg w poblizu. Anabel natomiast ma w nosie fale i natchnione chwile 🙂 Gdy widzi Balaton, na wszystkie sposoby probuje sciagac ciuszki i wskakiwac do wody 😉 I zadne argumenty do niej nie przemawiaja, ze jeszcze za zimno i ze juz nie dlugo. Zwlaszcza, ze ma totalne poparcie trzyletniego Arona, ktory jest dla niej najlepszym kompanem. Gdy jedno siedzi w wozeczku, drugie go popycha; gdy jedno wpadnie na szalony pomysl, drugie zaraz podarza za nim. Fajnie patrzec na te nierozlaczna pare lobuzow.

W tym tygodniu dowiedzialam sie, ze mam wysoki poziom cukru wiec zapewne poczatki cukrzycy ciazowej, znowu. Pielegniarka powiedziala, ze mam przejsc na stosowna, bezcukrowa diete. Zadnych nalesnikow, mufinkow i slodyczy. “Nawet lodow?”- zapytalam. Odpowiedzial mi tylko poblazliwy usmiech. A ja sie juz umowilam na najpyszniejsze ponoc lody w Szemes. A tam, niech beda moim pozegnaniem ze slodyczami 😉

Pozostaja mi za to te slodkie widoki:

Dziwne swieta i pierwsze ruchy

Dlaczego dziwne? Po pierwsze bo obchodzone po raz pierwszy na Wegrzech, poza tym nie w kregu rodzinnym lecz z przyjaciolmi, w dodatku bez dyngusa, pisanek, chrzanu i bialej kielbaski. Za to z niezliczona iloscia pizzy i burgerow.

Swieta spedzalismy bowiem u przyjaciol w Budapeszcie, ktorzy generalnie Zmartwychwstania Panskiego nie swietuja. Obce sa im takze (co zupelnie zrozumiale) nasze wielkanocne tradycje, no moze poza szowinistyczna forma dyngusa, kiedy to jedynie mezczyzni spryskuja kobiety woda lub perfumami! 🙂

Dlatego dni swiateczne spedzilismy na spacerach, placu zabaw oraz w oceanarium. I choc bardzo lubie swiateczne przygotowania, pieczenie, dekorowanie i gotowanie, to jednak milo bylo dla odmiany w tym roku oddac sie slodkiemu nicnierobieniu, po prostu wypoczywac i cieszyc sie wzajemna obecnoscia 🙂

Zostalismy zreszta wielkanocnymi kroliczkami doswiadczalnymi Editke 😉 , ktora specjalnie dla nas zrobila swoja pierwsza w zyciu rolade z indyka oraz rownie pierwszy sernik, ktory juz po pierwszym kesie zdobyl miano najlepszego sernika jakiego kiedykolwiek probowalam. Przepis zamieszcze jak tylko zmobilizuje Misiego do jego przetlumaczenia 😉

Msze swiete byly wzruszajacym przezyciem gdyz po trzech miesiacach mieszkania na Wegrzech, nareszcie zrozumialam cala msze, poniewaz odwiedzilam polski kosciolek w Budapeszcie. Wydawalo sie, ze wiekszosc ludzi obecnych na mszy bylo przejezdnych, poniewaz wszyscy byli rownie wzruszeni jak ja.

A “pierwsze ruchy” mowia same za siebie. To wlasnie w Budapeszcie w dziewietnastym tygodniu ciazy poczulam pierwsze delikatne kiksance mojego malenstwa i od tej pory przypomina ono o sobie dosc czesto 😀

218 gram

218 gr- tylko tyle potrzeba, by pesymistyczne wpisy przeszly do przeszlosci a w moim sercu znowu zajasnialo slonce. Wczorajszy skan wykazal, ze moje malenstwo ma rowne 18 tygodni (teraz juz +1 dzien), wazy 218 gram i jest najprawdopodobniej… DZIEWCZYNKA!!! Oboje nie moglismy sie przestac usmiechac wczoraj caly dzien. Kolejna mala ksiezniczka do strojenia 🙂 Poza tym doliczylismy sie wszystkich dwudziestu paluszkow, uslyszelismy mocne serducho a pan doktor zapewnial, ze wszystko rozwija sie wspaniale. Czy to nie cudownie???

Juz w drodze powrotnej ze szpitala zaczelismy oczywiscie debatowac nad imionami. I powiem wam jedno- ciezko pogodzic gusta Polki i Wegra w tym wzgledzie ;-D Na szczescie jeszcze jakies piec miesiecy zagladania w kalendarz i przeszukiwania ksiazek typu “1001 imion”. Niestety tym razem nie otrzymalismy na pamiatke zdjecia ze skanu, wiec wam nie pokaze 😛

Ale skoro jestesmy w temacie ciazy, o ktorej przez dluzszy czas wlasciwie nic nie pisalam, male uaktualnienie. Na szczescie pierwszosymestralne dolegliwosci mam juz dawno za soba, wiec moge wchodzic do kuchni bez obaw, ze jakis zapach skieruje mnie w zupelnie inna czesc domu. Poza tym spie juz duzo mniej niz wczesniej i mam wiecej zapalu i energii do wszystkiego. To takze zapewne zasluga sloneczka, ktore przestalo sie buntowac i swieci nam tu nieprzerwanie. Zaczely sie natomiast skurcze. Nie takie porodowe oczywiscie, a jedynie lydkowe 🙂 Budze sie czesto w nocy dosc nagle by jak najszybciej rozmasowac miejsce skurczu.

Ta ciaza rozni sie znacznie od pierwszej biorac pod uwage zachcianki. Nigdy wprawdzie nie mialam jakiejs dziwnej ochoty na mufinka z musztarda lub cos rownie okropnego, ale podczas ciazy z Anabel, jadlam ogromne ilosci owocow, zwlaszcza cytrusow i truskawek. Za to w tej ciazy, zdrowe zachcianki mnie sie nie trzymaja i najchetniej zamieszkalabym obok mcdonalda by moc jesc mcfreeze z polewa karmelowa o kazdej porze dnia, a poniewaz to jest niemozliwe (przynajmniej tak twierdzi Misi 🙂 ), wypelnilam jedna szuflade w zamrazalniku kubeczkami lodow o smaku straciatella. Stad nasuwa sie prosta mysl, ze rozmiar mojego brzuszka takze rozni sie od tego z poprzedniej ciazy. Wprawdzie nadal wchodze w swoje zwykle biodrowki, ale z bluzeczkami jest juz troszke gorzej.

Nadal za to przesladuja mnie kazdej nocy niezwykle zywe i naogol nieprzyjemne sny. Dzis wprawdzie nie uciekalam przed seryjnymi mordercami ani gigantycznymi pajakami, ale za to bylam uczennica w szkole muzycznej i nie odrobilam pracy domowej, wiec gdy przyszlo do spiewania zadanej piosenki, stalam na srodku jak kolek i zostalam zbesztana przez pania nauczycielke. Za to Asia (ktora sni mi sie juz drugi raz podczas tej ciazy) dostala szostke. Oj Asiu, chyba musze faktycznie cie w koncu odwiedzic w tym Wiedniu 😉

Pierwsze dni nad Balatonem

Mija siodmy dzien od naszego przyjazdu na wegierska ziemie a ja nie napisalam niemal slowa do nikogo. Jednak moje pierwszosymestralne dolegliwosci sprawiaja, ze klade sie spac zwykle juz przed 21.00, za to wstaje niemal z pierwszym sloneczkiem(Anabel takze). Tak- sloneczkiem! Bo chociaz zima panuje tu niezaprzeczalnie, to jednak codzien slonce nieustepliwie swieci najpiekniej od rana do wieczora. Niektorzy zapytaja, co w tym takiego fascynujacego, ale ci, ktorzy spedzili w Irlandii choc kilka tygodni, w zupelnosci zrozumieja moj entuzjazm 🙂

Nie zamieszczam narazie zadnych zdjec z tego prostego powodu, ze zadnych jeszcze nie zrobilam. Jakos stos nierozpakowanych pudelek nie wydawal mi sie pociagajacym tlem dla pierwszych fotek z Wegier.

Misi od pierwszego dnia wzial sie sumiennie do pracy nad naszym mieszkankiem, a ja?… spedzam wiekszosc chwil biegajac z Anabel po ogrodzie, ktora zafascynowana tak wielkim obszarem do zabawy, wraca do domu jedynie pod przymusem 😉

Nareszcie bylam na mojej pierwszej wizycie u lekarza i w szpitalu i zobaczylam mojego dziewieciotygodniowego bączka na ultrasonografie. Narazie to poltoracentymetrowy robaczek, ale ma juz mocno bijące serducho. I jak mnie zapewniano jest sam (uff, Misi ma w rodzinie przypadki blizniakow). 😀

Dwa serca

Gdy w jednym z ostatnich wpisow mowilam o najradosniejszej nowinie stycznia zupelnie nie zdawalam sobie sprawy, że ta faktycznie NAAJradosniejsza dopiero jeszcze przede mną. Otoż od 10dni zagryzam wargi by wam nie powiedziec, że dojrzewa we mnie nowe  zycie!! Czekalismy na odpowiedni moment by podzielic sie tą nowiną wpierw z dziadkami. Poza tym nie wiemy jeszcze dokladnie nic, ponieważ z wizytą u lekarza czekamy do przyjazdu na Węgry wiec modlcie sie proszę by wszystko bylo dobrze. Tak poza tym, myslę sobie jak zabawnie będzie jezdzic do węgierskiego lekarza, robic testy w węgierskim szpitalu. Och, mam wielka nadzieję, że większosc personelu mowi po angielsku.

Wiecie jak pojawila sie we mnie pierwsza mysl o ciązy? Pod wplywem snow. Nie, nie chodzi o sny prorocze, w ktorych moj aniol stroż przekazuje mi nowine. Po prostu od kilku tygodni niemal codzien mam sny, bardzo żywe, dlugie, nie zawsze przyjemne sny, ktore na dlugo pozostają w pamieci. Dlatego, gdy jeszcze za wczesnie bylo by nawet podejrzewac ciąże, przyszla mi na mysl moja pierwsza ciąża, gdy takie sny byly normą. Coż, drugi objaw jest już dużo bardziej dokuczliwy, gdyż towarzyszą mi nieustające nudnosci i wyczerpanie. Najchetniej przespalabym caly pierwszy trymester 😉 Musze tu jednak nawychwalac mojego meża, ktory odkad przestal pracowac, gotuje mi codziennie pyszne obiadki, co sprawia, że jest to jedyny posilek, do ktorego nie muszę się zmuszac. Fajnie miec męza kucharza 😀

Biedna Anabel nudzi sie niesamowicie. Niemal wszystkie zabawki juz spakowane więc musi sobie radzic jak umie. Gotowanie jest jedną z ulubionych zabaw, okazuje się też, że parasol potrafi też byc fajna zabawką.  Nadal na topie są przebieranki (obawiam sie, ze te się nigdy nie nudzą naszej plci 🙂 ) a do mody wracają kapelusze, najlepiej te wykonane z dziecięcych miseczek zalożonych do gory dnem. Pozostawilismy takze nie spakowane dwie książki, w tym jedną o Kubusiu Puchatku i Anabel bez konca pokazuje tygryska nasladując jego “Hohohohol” ( w jej wykonaniu raczej “oho”) lub Kubusia uderzając sie paluszkiem po skroni (“mysl, mysl, mysl”).

P.S. Zauważcie stos pudelek w tle.