First day of creche and birthday

While other kids are starting schools, our little Rosie spent her first day in creche yesterday. She was brave and cute and stole her carers’ hearts already. She didn’t cry at all when Misi left her there. She asked her carer for coins. I had to explain later on that Anabel always puts some coins in her jacket pocket when getting ready for preschool so Rosie probably thinks it essential to have coins in creche 😀 .  She is already known there for her amazing appetite. She ate DOUBLE! portion of toast and yoghurt and had no problem eating all her lunch two hours later.  She cried when I collected her because she wanted to take Barney soft toy home with her. She kept saying: “Barney as well, Barney as well” 🙂 .

And here she is, my little Indiana on her first day of creche:

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

We celebrated that day in american style, with “Shrek” and a bowl of popcorn 😉

SAMSUNG DIGITAL CAMERA SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Last weekend Anabel turned four. Unfortunately, I had to work all day but we had a little private celebration in the evening. Misi surprised me with this little cake and Anabel was super excited telling us to hide and shout “Surprise!” and to sing her “Happy birthday” song. She even patiently ate all slice of her cake before demanding her present 😀 .

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

We’re planning a bigger birthday celebration but rigth now we have crazy busy schedules with no days off together so it will have to wait till next week. I don’t think she’ll mind celebrating it twice,  anyway 😉

And here is a cake I made really fast yesterday to bring with us to preschool today. I was looking for some castle cake ideas for a while and decided to use Louise’s idea. It’s quite simple and I love a fact that everything is edible.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

I had a chance to use my new flour sifter I treated myself to as a prize for making that wedding cake 😉 I love it’s retro look.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Have a great day!

Advertisements

Wszystkie te zmiany

Szesc dni temu zakonczylismy karmienie piersią. Nareszcie! Musze przyznac, ze poszło dosc gładko. Znając upor i zawziętosc Anabel (odziedziczone zresztą po mamie;), szykowałam sie na raczej długą i niełatwą walkę a tymczasem w dwie noce mielismy cały problem za sobą. W ciągu tych dwu nocy poplakała przez godzine lub dwie, odmawiając smoczka, az w koncu dawała za wygraną, brała smoczek i zasypiała zupełnie sama.

Moje spostrzezenia i rady:

1. Raz postanawiając odstawienie od piersi, trzymac sie mocno decyzji, poniewaz jesli pod wpływem płaczu ulegniemy, utrudniamy sobie kolejne proby, gdyz porazką dajemy dziecku sygnał, ze musi tylko wystarczająco długo płakac a dostanie to, czego chce.

2. Odzwyczajajmy dziecko stopniowo. Najpierw przestałam karmic w ciągu dnia i czekałam z drzemką az Anabel bedzie zupełnie wykonczona, poczym spiewając, kołysałam ją do snu. Nastepnie zamiast rannego karmienia, dawałam sniadanko. Najgorzej z karmieniem “do snu” i nocnym. Wieczorem pozwalałam jej się bawic tak długo, az sama połozyła się na kocyku i zasneła. Wyłączałam tylko swiatło zostawiając jedynie małą, przyciemnioną lampkę.

3. Nalezy okazywac bardzo wiele czułosci. Jedną z przyczyn trudnosci w odstawieniu dziecka od piersi jest jego potrzeba bliskosci z mamą, więc w tym czasie zalecane jest mnostwo przytulanek i całusow 😉

Tak więc mając za sobą juz ten piękny aczkolwiek wyczerpujący okres karmienia piersią, czuję w sobie przypływ energii co zapewne jest efektem całkowicie przesypianych nocy. I tak postanowiłam spozytkowac tę energię głownie na uszczesliwianie mojego wspaniałego męza, ktory męczy się dla nas w znienawidzonej przez siebie pracy. Staram się więc by codzien czekał na niego goracy posiłek i choc raz na tydzien jakis wypiek. Idac za radami innych mam-blogerek, zrobiłam sobie kilka list (przy okazji odkryłam, ze uwielbiam sporządzac listy). Spisałam wszystkie lubiane przez nas dania, a na osobnej kartce te, ktore chciałabym w najblizszej przyszłosci wyprobowac. Planuję takze nasze menu z dwutygodniowym wyprzedzeniem. Nie uwierzycie o ile łatwiejsze jest teraz moje zycie. Zwłaszcza, ze wycwaniłam się i to, co tylko da sie zamrozic gotuje w podwojnej lub potrojnej porcji i gdy mam “dzien lenia” -a zdarzają sie nie tak znowu rzadko- wygrzebuję cos z zamrazalki bez wyrzutow sumienia, ze dziecko i mąz nie bedą mieli porządnego obiadu. Zamrazalnik to wspaniały wynalazek!

A wracając do mojego malenstwa, to pomimo, iz miałam tak wiele wątpliwosci co do oddania jej do przedszkola, teraz widzę, ze była to swietna decyzja. Zupelnie sie juz tam odnalazła i poza momentem gdy opuszczam pokoj, nie płacze tam juz w ogole. Poza tym gdy panie przedszkolanki zdająmi codziennie sprawę z tego, co jadła, patrze z niedowierzaniem, bo w domu nie ruszyłaby większosci z tych rzeczy. Najwyrazniej towarzystwo innych toddlersow przydaje apetytu 🙂 Panie przedszkolanki bardzo ją polubiły i zawsze wycałowują ją na pozegnanie. Nazywają ją małą tancereczką, poniewaz ilekroc słyszy muzykę, rytmicznie rusza tyłeczkiem na boki. Chyba trzeba bedzie sie rozejrzec za lekcjami baletu 😀

W domu takze zauwazyłam zmianę. Jest duzo lepsza. Potrafi sama sobie zorganizowac zabawę przynajmniej na jakis czas, dzieli się wszystkim. Tak więc wszystkim niezdecydowanym mamom serdecznie polecam!

A tu kilka najnowszych zdjec Belli.

Jesienna euforia

This slideshow requires JavaScript.

Od kilku dni tryskam energią bo oto nastała moja absolutnie najulubiensza pora roku- JESIEN! Tu w Irlandii nie jest ona wprawdzie tak bardzo zauwazalna, poniewaz szaro, ciemno i deszczowo jest tu praktycznie przez cały rok 🙂 Niemniej jesien smakuje zupełnie inaczej. Jest kolorowa, tajemnicza, taka jakby magiczna a powietrze przesycone jest oczekiwaniem na cos niezwykłego, niezapowiedzianego. Nawet pluchy zachęcają do spacerow ( oczywiscie w zbroi z kaloszy, płaszcza przeciwdeszczowego i czapki).
I tak nie moglismy przepuscic okazji by wybrac sie na wyprawę do parku po jesienne liscie, ktore teraz wypełniaja kosz na stole i poprawiają mi humor ilekroc na nie spojrze. Misi i Anabel zdają sie jednak zupełnie nie podzielac mojego entuzjazmu. Złapali jakiegos okropnego wirusa i nic tylko kaszlą, kichają i siakają nosy. Malenstwo szczegolnie sie męczy, w nocy nie moze spac i czasem siedzimy do piątej nad ranem oglądając bajki i wdychając sosnowo-cynamonowo-mentolowe olejki, ktore mają odblokowac nosek, az zasypiamy z wycienczenia wtulone w siebie.

Och, zupełnie nie wspominałam, ze moja zabka zaczęła chodzic do przedszkola. Własciwie to takie połączenie złobka z przedszkolem. Wszystko wydarzyło sie zupełnie niespodziewanie, poniewaz po powrocie z Polski, gdzie małą otaczało mnostwo ludzi i zwierzatek, Bella wydawala sie dosc znudzona, pomimo wszelkich wysiłkow mamusi. Pomyslelismy więc z Misim, ze dobrze byłoby zostawiac ją w creche
(złobko-przedszkolu) tak tylko na 2-3 godzinki dwa razy w tygodniu, by miała kontak z dziecmi i troszkę nabrała dystansu do mamusi, bo narazie o to cięzko. A poniewaz Poppins widzimy z okna i cieszy sie dobra sławą, więec poszlismy całą rodzinką obejrzec miejsce i uzyskac informacje. Okazało sie, ze minimum to 12h tygodniowo, więc wymienilismy spojrzenia i się zdecydowalismy. Tak po prostu, na miejscu.
Pierwszego dnia malenstwo zostało w pokoju tylko na godzinę a ja byłam cały czas za drzwiami. Wyglądało na to, ze dla mnie to było duzo trudniejsze niz dla niej. Caly czas dwa ciche głosiki dzwięczały w mojej glowie. Jeden namawiał, by zabrac dziecko i isc do domu, bo przeciez ona jest jeszcze taka malutka, a drugi twierdził, ze przeciez dzieci, ktore mają kontakt z innymi dziecmi szybciej się rozwijają i to jest dla niej najlepsze. Przez dłuzszy czas drugi glos wygrywał, lecz gdy usłyszałam zza drzwi płacz Belli, potrzeba było stanowczego głosu dyrektora bym przestała myslec o tym,ze to tęsknota za mamusią wyciska łzy z oczu mojego dziecka i nie porwała jej stamtąd. Jak sie okazało, pewien chłopczyk podbiegł do Anabel by ją przytulic, a poniewaz się za bardzo rozpędził, oboje w tym uscisku upadli na mate, więc o zadnej tesknocie za mamusią nie było tu mowy. Po prostu przytłoczył ją nawał czułosci i tyle 😉


W przedszkolu nie byłysmy jednak od tygodnia z powodu przeziębienia, więc proces przyzwyczajania się trzeba będzie zacząc od nowa. I choc niełatwo mi rozstawac sie z Anabel i zawsze przychodzę po nią conajmniej 20min przed czasem, to jednak jakas czesc mnie cieszy się na te 2-3h samotnosci i planuje juz całą liste zajęc na owe godziny 😉
Stałam się juz totalną blogową maniaczką i w wolnych chwilach szukam inspiracji u innych blogerek na spozytkowanie tej jesiennej energii. I tak nie mogę się juz doczekac Halloween, bo choc nie widzę wielkiego sensu w tym swięcie to jednak jest okazją na przystrojenie mieszkania w duchowe lampiony, wycięcie twarzy w dyni i ugotowanie mojej pierwszej dyniowej zupy. Postanowilam takze sprezentowac sobie pierwsze druty i przypomniec sobie zdolnosci przyswojone niegdys od mojej babci. Jesli moj zapał nie minie, to prezenty bozonarodzeniowe będą w tym roku całkowicie wełniane 🙂